Kocioł Łomniczki

Kocioł Łomniczki

W Karkonoszach jest mnóstwo zapierających dech w piersiach miejsc. Jedno z nich jest jednak dla mnie szczególne. To Kocioł Łomniczki, leżący u podnóża Śnieżki. Najgłębszy z karkonoskich kotłów, i - moim skromny zdaniem - najpiękniejszy. Nazywanie go miejscem "zapomnianym" byłoby kłamstwem - w końcu wiedzie tędy jedna z kilku dróg na Śnieżkę. Może mniej popularna niż inne, ale mimo wszystko uczęszczana, zwłaszcza w sezonie.

Co więc przyciąga właśnie tutaj? Trudno to określić czy nazwać. Jest tutaj coś takiego, co każe człowiekowi zatrzymać się w miejscu, wziąć głęboki oddech (i nie, wcale nie chodzi tu o strome podejście :) ) i po prostu rozglądać się dookoła. Zobaczyć schronisko - wielokrotnie niszczone przez lawiny, teraz odbudowane po raz któryś z kolei - tym razem już w bezpiecznym (ponoć) miejscu. Spotkać pod schroniskiem pozornie przyjazne koty - mające czarny pas w drużynowym żebraniu o jedzenie :). Koty co roku są inne, ale ich napotkanie jest równie pewne, jak samo istnienie schroniska. Idąc dalej widzimy cykl przyrody w miniaturze - urokliwe fragmenty podejrzanie młodego lasu, uparcie porastającego dawne lawiniska i wiatrołomy. Wyżej z kolei żleby i zbocza, którymi od tysięcy lat osuwał się śnieg i błoto - i z których prędzej czy później znów się osunie, wyznaczając kolejny etap owego cyklu.

Kocioł Łomniczki we mgle

Można też zamknąć oczy i po prostu słuchać. Wiatru, który w Karkonoszach milknie ponoć średnio na dwa dni w roku. I wód Łomniczki, które spływają ze zbocza Kopy najdłuższym w Sudetach ciągiem kaskad, by następnie głęboko wciąć się w dolinę. Raz bliżej szlaku, raz dalej. Ale zawsze w zasięgu słuchu.

Niezwykłe jest też to, że Kocioł Łomniczki wydaje się lepiej wyglądać przy... kiepskiej pogodzie. To oczywiście kwestia gustu, ale widok tego miejsca najbardziej przemawia do mnie właśnie w deszczu i mgle. Ściany kotła nikną gdzieś pod nisko wiszącymi chmurami a spowijająca wszystko mgła sprawia, że cała sceneria robi się lekko nierzeczywista.

Symboliczny cmentarz ofiar gór - tabliczka pamiątkowa

Jest też w Kotle Łomniczki miejsce szczególne. Idąc pod górę, tuż przed wyjściem na Równię pod Śnieżką, natrafiamy na symboliczny cmentarz ofiar gór. Wyjątkowo wymowne przypomnienie, że każde góry - nawet tak "niskie" i "łatwe" jak Karkonosze - należy traktować z szacunkiem i ostrożnością. Przytwierdzone do skał tablice upamiętniają tych, którzy nigdy z gór nie powrócili. Wśród nich zwracają uwagę zwłaszcza te ozdobione odznaką z błękitnym krzyżem. Przypominające o ludziach, którzy swoje życie poświęcają górom i niesieniu pomocy innym. Czasem płacąc za to najwyższą cenę...







Hala Izerska

Panorama Hali Izerskiej

Na północny-zachód od Szklarskiej Poręby leżą bardzo specyficzne góry - Góry Izerskie. Ich wyjątkowość polega na tym, że... są niemal płaskie. To oczywiście pewne uogólnienie (nazwa "góry" nie wzięła się w końcu znikąd), ale naprawdę można tam zaplanować całodzienną wędrówkę niemal bez stromych podejść i zejść. Ponadto dobrze utrzymana sieć dróg i szlaków sprawia, że jest to idealne miejsce zarówno dla turystów pieszych (w porównaniu z pobliskimi Karkonoszami jest tu niemal pusto), jak i rowerzystów. Z kolei zimą, dzięki specyficznemu mikroklimatowi, Góry Izerskie stają się polską stolicą narciarstwa biegowego.

W samym sercu Gór Izerskich znajduje się jedno z najwspanialszych i najpiękniejszych miejsc, jaki znam - Hala Izerska. Turysta wychodząc z lasu staje nagle na brzegu olbrzymiego morza traw. Otoczonego przez łagodne grzbiety górskie, z wijącą się doliną rzeki Izery - i absolutnie bez śladu cywilizacji, jeśli pominąć dobrze utrzymaną drogę i tyczki wyznaczające szlak. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek ma ochotę po prostu usiąść i chłonąć otoczenie - wszystkimi możliwymi zmysłami (również smakiem - ale o tym później ;) ). I tu również ciężko powiedzieć, co przesądza o wyjątkowości i pięknie tego miejsca. Tu po prostu trzeba przyjść i zobaczyć to samemu. Co ciekawe - piękno i wyjątkowość nie kończy się wcale wraz z zachodem słońca. Wręcz przeciwnie. Hala Izerska jest jednym z najlepszych w Polsce miejsc do obserwacji nocnego nieba. Mimo położenia w sercu gór, widnokrąg jest tu bardzo rozległy. Ponadto najbliższe ośrodki miejskie, które mogłyby "zanieczyścić" nocne niebo łuną swoich świateł, znajdują się w sporej odległości i zdecydowanie niżej - niknąc poniżej horyzontu. Wreszcie - okoliczne samorządy i inne instytucje utworzyły niedawno "Park Ciemnego Nieba", w ramach którego starają się maksymalnie ograniczyć zanieczyszczanie nieba światłem. Wszystkie te czynniki sprawiają, że Hala Izerska nocą zapiera po prostu dech w piersiach. Zwłaszcza nam, mieszczuchom :) - przyzwyczajonym do widoku zaledwie pojedynczych gwiazd. Liczba gwiazd, które można stąd dostrzec gołym okiem jest absolutnie nieporównywalna z jakimkolwiek innym miejscem. Planującym nocne obserwacje radzę się jednak ubrać ciepło. A nawet cieplej. A potem założyć jeszcze coś ekstra. To jedno z najchłodniejszych miejsc w Polsce. Nawet w letnie noce temperatura poniżej zera nie jest tu niczym niezwykłym. Bez odpowiedniej odzieży człowiek szybko staje przed dylematem - zostać i podziwiać dalej, czy uciekać do ciepła i ratować się przed utratą palców :)

jesienna panorama Hali Izerskiej

Oderwanie od cywilizacji jest tu niemal pełne. Jedyny budynek w zasięgu wzroku - schronisko Chatka Górzystów (Jeśli traficie w te okolice, koniecznie zajrzyjcie do środka i spróbujcie legendarnych naleśników z jagodami!) - idealnie wpasowuje się w krajobraz. Jedynym poza nią obiektem, który można na upartego dostrzec, jest odległa o szesnaście kilometrów stacja przekaźnikowa nad Śnieżnymi Kotłami. Ów naturalny krajobraz był kilkakrotnie wykorzystywany w filmach - kręcono tu między innymi ekranizację (niezbyt zresztą udaną :) ) "Wiedźmina" Andrzeja Sapkowskiego.

Uważne oko dostrzeże jednak na Hali Izerskiej obiekty, które do naturalnego krajobrazu nie pasują. Ledwo widoczne pod trawą i mchem. Resztki domów? Fundamenty? Aktualna mapa turystyczna nic na ich temat nie powie. Czy to zatem wieś duchów? Nie... Raczej duch wsi. Wsi, która składała się z kilkudziesięciu domów, remizy strażackiej, szkoły, kilku schronisk i gospód. Wsi, która nazywała się Gross Iser. Wsi, która istniała do... a no właśnie :) W tym momencie robi się ciekawie. Jej losy są jedną z bardziej intrygujących sudeckich tajemnic. II wojna światowa pozostawiła ją nietkniętą, w tym rejonie nie toczono żadnych walk. Mieszkańców wysiedlono stąd, zapewne ze względu na bliskość granicy, jesienią 1945. Jednak wiadomo, że jeszcze w roku 1953 budynki stały i miały się dobrze. Siedem lat później Hala Izerska wyglądał już tak, jak obecnie...

Panorama Hali Izerskiej

Co zatem się stało? Pozostają nam plotki i domysły. Mówi się o wojskowych saperach, którzy mieli po prostu wysadzić zabudowania. Inna wersja wspomina o rzekomych ćwiczeniach artyleryjskich, w których opuszczone osiedle miało służyć jak cel. Jak by nie było, Gross Iser zniknęła z powierzchni ziemi. Pozostało tylko trochę zdjęć, i jedyny ocalały budynek dawnej szkoły - obecnie wspomniane już, cudowne schronisko Chatka Górzystów. No i pozostała jeszcze mniejsza siostra - Klein Iser - Obecnie czeska Jizerka. Mimo równie burzliwych dziejów, przetrwała do dzisiaj i w dużej części zachowała swój charakter. Warto uwzględnić ją przy planowaniu izerskich wędrówek i wyobrazić sobie, jak Hala Izerska mogła wyglądać jeszcze tak niedawno...